Cukrowe serducha

234

Gdzie nie spojrzeć serducha. Zewsząd napiera walentynkowa komercja. Stąd też dziś co nieco o strefie uczuciowej „naszego, konarskiego Franciszka”.

Achard urodził się w dobrze usytuowanej rodzinie francuskich hugenotów. Jego rodzice Max Guillaume Achard i Marguerite Elisabeth (Rouppert) podczas prześladowań religijnych uciekli z Francji najpierw do Szwajcarii, a następnie do Niemiec. Tu w Berlinie 28 kwietnia 1753 przyszedł na świat Franz Carl.
Jego ojciec nie nacieszył się zbyt długo potomkiem, gdyż już dwa lata później zmarł. Matka Franciszka w 1759 ponownie wyszła za mąż za producenta gobelinów Charlesa Vigne. To właśnie on zaraził pasierba ideą taniego cukru.

Franz Karl Achard (1753-1821)
Franz Carl Achard (1753-1821)

Ale miało być o miłosnych wzlotach i upadkach…

Zaledwie 23 letni Franz, dobrze zapowiadający się naukowiec, ale wciąż z pustą kiesą, zakochał się w starszej od siebie o 9 lat kobiecie.
Rodzina nijak nie chciała wyrazić zgody na ten ślub. Różnica wiekowa była najmniejszym problemem – to zapewne zdołaliby znieść, ale tego, że kandydatka do ręki syna była rozwódką wychowującą dorastającą córkę, pochodziła z drobnomieszczańskiej rodziny (rodzina Achardów to głownie finansiści, prawnicy i lekarze), a na dodatek nie należała do francuskiego kościoła zreformowanego – tego już przełknąć nie mogli.

– Kaźmierz, a to dobrze, że ona za obcego idzie? – A jaki on tam obcy? – No przecie nie zza Buga!

Skończyło się tym, ze Franz Musiał szukać stawiennictwa u samego króla. Małżeństwo zostało zawarte. Rodzina nie mogła przeciwstawić się woli władcy, ale swoje niezadowolenie okazała ograniczając jego prawa spadkowe.
Krótkie to było małżeństwo. Rozwiedli się z powództwa małżonki. Okazało się, ze Franz zapałał miłością do swej pasierbicy, z która się zresztą po rozwodzie związał. Skandal i odsunięcie się kolegów nie wywarło na nim najmniejszego wrażenia. Zaledwie 17-letnia wybranka dala mu w 1787 córkę Emilię, a następnie w 1791 syna Feliksa.

Franciszek nie był długodystansowcem. Na matkę swoich dwojga kolejnych dzieci wybrał pokojówkę. Z nią miał syna Carla i córkę nieznanego mi imienia. Facet był jak widać kochliwy, choć według mnie traktował kobiety raczej jak inkubatory. Zero romantyzmu. Jedno jednak trzeba mu przyznać – starał się być dobrym ojcem. Wszystkie swe dzieci uznał, dał im nazwisko i kochał jednakowo.