Moje życie zmieniło się w barze

128

Bar to miejsce, które wpływa, wpłynęło i będzie wpływać na życie wielu osób. Zazwyczaj nie jest to dobre. Na szczęście u mnie wszystko zmieniło się na lepsze.

Miałem 30 lat. Poszedłem kiedyś z ojcem do osiedlowego baru. Jak dobry wojak Szwejk z powieści Haška – siadłem z boku, piłem piwo i przyglądałem się ludziom. Oni też pili złocisty napój, który co jakiś czas urozmaicali wypiciem kolejki wódki. Temat rozmów w zasadzie jeden, kopalnia. W pewnym momencie przyszła do mnie myśl, że ja też zmierzam w tym kierunku. Powrót z pracy z obowiązkową wizytą w ulubionym barze. Potem do domu, obiad i leżenie przed TV z pilotem w ręku. Spacer z psem też trzeba zaliczyć tak, aby wypić choć jedno piwo. Sen, a rano do pracy i kolejne dni uciekają. Powiedziałem sobie wtedy: – O nie! Ja tak nie skończę.

Łukasz Dominów

Następnego dnia z rana zrobiłem 10 pompek i 20 brzuszków. Codziennie po przebudzeniu się robiłem te dwa ćwiczenia dodając co jakiś czas po kilka powtórzeń. Po trzech miesiącach robiłem już 200 brzuszków i 50 pompek dziennie. Do tego doszły zmiany w odżywianiu. Nie była to jakaś restrykcyjna dieta. Po prostu zacząłem jeść mądrze. Jadłem wolniej, a gdy tylko poczułem, że już nie jestem głodny, odstawiałem talerz, obojętnie ile na nim jeszcze zostało i jakie danie było smaczne. Starałem się jeść więcej warzyw, a jako przekąski wybierałem owoce. Zamiast pompek i brzuszków zacząłem robić aerobiczną szóstkę Weidera. Po kilku miesiącach waga pokazała 20 kg mniej. Ze 105 kg zrobiło się 85 kg.

Latem wyjechaliśmy rodzinnie na wakacje w Bory Tucholskie. Tam szwagier namówił mnie na nordic walking. Prawie codziennie robiliśmy po kilka kilometrów. Pewnego dnia jego zatrzymała go przy komputerze praca, więc ja postanowiłem się przebiec. Postawiłem sobie cel – 15 minut w jedną stronę i powrót. Udało się. Wcześniejsze ćwiczenia i nordic walking wyrobiły we mnie taką kondycję, że potrafiłem przebiec bez przystanku pół godziny, a może i więcej. Po powrocie do domu zacząłem na zmianę chodzić na nordic walking i biegać. Po jakimś czasie zmieniłem to wyłącznie na bieganie. Poczytałem trochę o bieganiu i stwierdziłem, że optymalny dla mnie trening to trzy razy w tygodniu. Do dzisiejszego dnia wychodzę biegać trzy lub cztery razy w tygodniu. Biegam około godziny, a w weekendy jeżdżę na zawody lub dłuższe wybiegania. Po roku biegania ukończyłem swój pierwszy maraton z czasem 3:58, a po dwóch latach zmieniłem swój rekord do 3:16, przy wadze 90 kg.

Waga, po wcześniejszy spadku spadku do 85 kg po pewnym czasie zawróciła i od trzech lat niezmiennie wskazuje 90 kg. Na facebooku wraz z kolegą założyliśmy grupę biegową „Bieganie Lubin”, która po pewnym czasie zmienia nazwę na „Biegająca Kasta Miedziowego Miasta”. Grupa ma już prawie 200 członków. Są w niej ludzie, którzy łamią 3 godziny w maratonie, ale są i tacy, dla których celem jest przebiec 10 km poniżej godziny. Są dyskusje o sprzęcie czy treningach. Umawiamy się na wspólne treningi i wyjazdy na zawody. Zaprojektowaliśmy logo grupy i wypuściliśmy serię koszulek. Dzięki temu, rozpoznajemy i wspieramy się na zawodach biegowych. Jeśli chcesz się dowiedzieć coś o bieganiu, zacząć biegać, spytać o trening lub sprzęt, czy po prostu poznać ludzi z taką samą wkrętką jak Twoja, zapraszamy.