Redaktor strony prosił mnie, żeby w felietonach nie było polityki, ale nie mogę spełnić tej prośby. Dzisiaj bowiem wszystko jest polityką. Nawet śmieci.

W gminie Wińsko problem jest niby rozwiązany. Po odpadki tzw. komunalne przyjeżdżają dwa razy w miesiącu. Po szkło i plastiki raz.
W mojej wsi widać to w dniu odbioru. Wory i woreczki plastików pod bramami i furtkami. Niektóre firmowe, żółte, niektóre – jakie popadną. Firma zbierająca przydziela worki w limitowanych ilościach – 2 x plastik, 1 x szkło. Nie ma więc gdzie przechowywać tego wszystkiego.

W ościennych powiatach, w jednym lub w kilku miejscach wsi umieszczone są duże pojemniki na plastiki. Możesz tam zanieść to, co nie mieści ci się w domu. Innym rozwiązaniem byłoby wydzierżawienie żółtych koszy tym, co mają odpadów plastikowych za dużo, a nie mają pomieszczenia, by je gromadzić.

Wszyscy segregują śmieci. Czy wszyscy?

Państwo, jako takie, zezwala teraz gminom na podwyższenie stawek za niesegregowane odpady. Jestem za tym, ale też stawiam warunek. Proszę uzbroić mnie w pojemniki na gromadzenie wyselekcjonowanych śmieci. Dlaczego? Bo za to płacę.
Pies Marley spojrzał na mnie, jak na wariata. – Nie wiesz co robić? Wywieź do lasu – szczeknął.
No właśnie, mimo że służby leśne i leśnicy pracują, śmieci w lasach nie ubywa. Ba, zostawiają je przy wyrębach lub w innych romantycznych miejscach nawet sami pracownicy lasów. Ale to już inna historia.